Lekarze mówili, że miał serce do kolarstwa.
Ryszard Szurkowski pochodził ze Świebodowa pod Miliczem. Na rowerze zaczął jeździć pod wpływem Wyścigu Pokoju, który z czasem uczynił go swoją legendą. Majowe słońce i ciepło sprzyjały aktywności.
Chciało się naśladować Królaka i innych — wspomina trzykrotny mistrz świata. Z jego wsi kilku chłopaków trafiło do LZS Milicz. Sprzętu brakowało, na detkę czy koszulkę czekało się miesiącami.
W 1968 roku nieznany nikomu zawodnik został przełajowym mistrzem Polski. Prasa przekręcała nazwisko Szurkowski, co najbardziej denerwowało babcie, lecz szybko nauczyła się je zapamiętywać.
– Co najlepiej zapamiętał Pan z kariery? – Co? Przednie koło.
